Archiwum dla marzec 3rd, 2008

h1

Franck Sorbier, wiosna-lato 2008

marzec 3, 2008

Pan Sorbier jest projektantem mody a w wolnym czasie zdarza mu się dorabiać jako prorok. Przesada? Popatrzcie tylko na to zdjęcie:

wspolczesna-mentalnosc-male.jpg

Czy ci Młodzi Idealni przypadkiem nie oddają rewelacyjnie swoją stylizacją naszej współczesnej mentalności? Pani o nogach sarenki z ciałem zdradzającym wyraźne objawy permamentnego niedożywienia i  gładko ulizany pan o twarzy wiecznego chłopca bawiący się w ślub i małżeństwo. Kobieta i samochód, dwie sztandarowe zabawki i bardzo zadbany wygląd – doskonała wizytówka sukcesu. A dołem krótkie spodenki i białe rajstopki dużych dzieci.

Pan Sorbier zdiagnozował rzeczywistość wiernie, choć zapewne niechcący.

h1

Święte Ofic… znaczy się: Wiadoma Kongregacja w akcji

marzec 3, 2008

Kongregacja Doktryny Wiary uznała za błędną formułę chrztu: “Ja ciebie chrzczę w Imię Stwórcy, i Odkupiciela, i Uświęciciela” oraz formułę: “Ja ciebie chrzczę się w Imię Stwórcy, i Wyzwoliciela, i Podtrzymującego”. Są to formuły pochodzące z języka angielskiego i, odmiennie niż w języku polskim, w oryginale nie definiują rodzaju gramatycznego określeń Osób Trójcy. Osoby, podczas chrztu których użyto tych formuł, nie są ochrzczone i trzeba obrzęd powtórzyć z zastosowaniem formuły: “Ja ciebie chrzczę się w Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego”. W uzasadnieniu podane jest wprost jako powód pochodzenie tych formuł z teologii feministycznej, która formuły określające Boga pojęciami męskoosobowymi uznaje za szowinistyczne. W reformatorskim rozpędzie jednak dążąc do formuły nieszowinistycznej połyka pełnię wiary w Trójcę, oraz fakt, że formułę tę zostawił nam Jezus.

Tłumacząc z polskiego na nasze: dlaczego nie te formuły a jedynie wymieniająca Ojca, Syna i Ducha? Przecież w początkach Kościoła chrzczono stosując też inne formuły, np.: “Ja ciebie chrzczę w Imię Pana/Jezusa”? I skąd orzeczenie o nieważności takiego chrztu, co sugeruje, że w tej formule zawarty jest spory błąd teologiczny (dla przypomnienia: “Ochrzcić może schizmatyk, heretyk a nawet kobieta” [to cytat ze starej instrukcji watykańskiej i ten to dopiero jest szowinistyczny!])?

Na pierwszy rzut oka i ucha, rzeczywiście formuła klasyczna jest oparta na określeniach odnoszących się do mężczyzn czy też męskiego postrzegania świata: Ojciec, Syn (Duch po grecku, a więc w języku oryginału, jest w rodzaju nijakim). Brzmi patriarchalnie (ten “Ojciec” na starcie!) i wydaje się wykluczać kobiecość.

Sed contra: formuła klasyczna została przekazana Kościołowi przez Jezusa, co już nadaje jej olbrzymie znaczenie i stanowi gwarancję poprawności. Ten argument rozstrzyga o wartości klasycznego tekstu, co jednak stanowi o błędności odrzuconych formuł?

Otóż nie przekazują one pełni prawdy o Trójcy. I nie chodzi tylko o to, że wcielenie Syna wskazało na to, że istnieje też Ojciec (skoro ma potomstwo, możemy mówić o ojcostwie a skoro potomstwo jest chłopcem, no to raczej córką go nie nazwiemy), ale też o to, że proponowane zamienne określenia nie dotyczą wewnętrznego życia Trójcy a jedynie tego, jak ona się przejawia w odniesieniu do nas (Stwórca, Odkupiciel, Wyzwoliciel, Uświęciciel, Podtrzymujący). To sprawia, że formuła jest niepełna – to tak, jakbyśmy przyjmowali z całej prawdy o Ojcu tylko to, że nas stworzył; z całej prawdy o Synu tylko to, że nas odkupił/wyzwolił a z całej prawdy o Duchu tylko to, że nas uświęca/podtrzymuje. A gdzie prawda o tym, że wewnętrzne życie Boga to nieustannie przekazywana miłość? Że chrzest jest zaproszeniem do udziału w tej wewnętrznej wymianie miłości a nie tylko uznaniem, że Bóg mnie stworzył, wyzwolił i podtrzymuje? Przypomnę tylko, co pisał na ten temat św. Augustyn, kiedy wnioskując z Imion Osób Trójcy przedstawiał Jej wewnętrzne życie: Ojciec jest Kochającym, Syn – Kochanym a Duch ich wzajemną Miłością. Te Imiona odnoszą się do natury Boga i są przez Niego samego dane – warto je kontemplować a nie odrzucać, jako niewygodne. Często jest tak, że to co niewygodne jest właśnie miejscem, w którym Bóg przemawia do nas najmocniej; jest drogą królewską do Jego bliskości.

Mam wrażenie, że problem nowych formuł jest w dwóch przynajmniej miejscach. Po pierwsze: ROZPACZLIWIE brak w świecie świadectwa prawdziwego, dobrego ojcostwa, sięgającego po Boga jako po wzór. I to przede wszystkim ojcostwa duchowego – rodzenia do dojrzałości. Po drugie: twórcy odrzuconych formuł bazują jedynie na ludzkim doświadczeniu. Zamiast uczyć ludzi, co język biblijny rozumie przez ojcostwo, synostwo i duchowość, starają się dopasować za wszelką cenę język biblijny do języka świata. Tu potrzebny jest dialog, ale nas, ludzi wierzących jako norma obowiązuje Biblia a nie świat.