Archiwum z marzec, 2008

h1

Zapomniana sztuka epistolografii

marzec 31, 2008

Zbigniew Herbert do Stanisława Barańczaka (Korespondencja, Zeszyty Literackie 2005):

“Dialog z Tobą musi z konieczności przypominać dialog żaby z Linneuszem. Wiedz, proszę, że żaba jest ci wdzięczna, żeś zechciał wyjaśnić jej niejasną anatomię, fizjologię i kumkanie. W szczególności żaba jest ci wdzięczna, żeś ją wyprowadził z pustelni “klasycystów”, przywrócił wyobraźnię zmysłową, zauważył jej (żaby) niechęć do moralizatorstwa, nienawiść do utopii, a także usytuował trafnie między biegunami dziedzictwa i wydziedziczenia. Gdyby można było wybierać jednego tylko Egzegetę, wybrałbym bez wahania Ciebie.”

Ech, żabą być lub przynajmniej Linneuszem…

h1

Po targach – dzień drugi

marzec 31, 2008

Na promocję książki Matki Teresy nie dotarłam, ale udało mi się wpaść na panel dyskusyjny dotyczący wizerunków Boga w kulturze. Posłuchałam sobie panelistów i przyszła mi do głowy myśl, że sztuki plastyczne, czy ogólnie wszelkie sztuki nie tylko kształtują wyobraźnię, ale też wyrażają obecne w mentalności danej epoki obrazy Boga, świata, duszy. W naszej kulturze jest mnóstwo kiczu a on rodzi się z powierzchowności: jeśli chcemy coś kontemplować, to rzeczy kiczowata szybko się znudzi a nawet zacznie denerwować swoją hałaśliwością. My biegniemy, uderza w nas mnóstwo bodźców, które z zamierzenia mają na siebie zwracać uwagę. Przez to są głośne, intensywne, często też wulgarne. Boga też postrzegamy naskórkowo i często jedynie dlatego jest obecny w naszym dyskursie, że pobożność katolicka stanowi element naszej kultury. Problem w tym, że często już nie czytamy symboli chrześcjańskich poza tymi najbardziej podstawowymi a nawet jeśli je czytamy, to nie dociera do nas głębia ich przesłania. Jest taki piękny wiersz siostry Agnieszki Kotei, albertynki (wrzuciłam go w Filokalia, pisał o nim pan Leszek A. Moczulski w eSPe 79) o tym, że świat woła o Bogu, każdy detal stworzenia śpiewa swoją prawdę o Nim. Sztuka sakralna też – tylko my nie słyszymy, nie widzimy.
Sztuka bez przestrzeni symbolu, czyli zakorzenienia w prawdzie musi skręcić w stronę kiczu, inaczej stanie się niema. I nasza sztuka sakralna często właśnie taka jest: niema lub kiczowata. Bardzo szkoda.

h1

Po targach

marzec 30, 2008

Powinnam iść spać. Ale to za chwilę.
Tak na szybko: olbrzymia imprez stłoczona na powierzchni sali gimnastycznej, katoliccy wydawcy z całej Polski, całe cudowne morze literek. “Media Rodzina” reklamująca się ze swoim Harrym Potterem w jednym zestawie z sympozjum o magii organizowanym przez Edycję św. Pawła, na którym jeden z referentów mówił o zagrożeniu jakie powieść o młodym czarodzieju stanowi dla młodzieży. Nota bene sympozjum promowało książkę będącą w zamyśle autorki anty-potterem :)
Z gatunku montypythonowskich zdarzeń może jeszcze fakt, że oczywiście pojawili się tacy, którzy mając do dyspozycji trzy pełne dni targów wpadli na halę targową tuz przed zamknięciem i myszkując wśród pośpiesznie pakujących się księgarzy usiłowali dokonać zakupów dość nerwowo wypytując o zawartość książek i otrzymując równie nerwowe oraz przezzębne odpowiedzi sprzedawców.
Świetnie sprzedająca się książka ks. Jana Reczka i żal, że nie miałam gotówki, żeby kupić książkę z listami Matki Teresy (nadrobię w Krakowie na Kościuszki – Znak to wydał). Niestety, nie udało mi się dotrzeć na spotkanie promocyjne tej pozycji, choć zapowiadało się smakowicie. Mieliśmy w tym samym czasie gościa na naszym stoisku i obowiązki wzywały, ech.
Za to udało mi się wreszcie po długiej przerwie być na mszach na Służewie. Co prawda kościół ten wygląda jak owoc mezaliansu łodzi podwodnej z namiotem (podobnieństwo do matki uderza zwłaszcza z większej odległości), ale cóż: wchodzę tam i czuję, że jestem w domu, wśród swoich. I wtedy jakoś wygląd nie ma znaczenia.
A teraz spać… Jutro znów do pracy…

h1

Targi

marzec 27, 2008

I znów stolica… To mój pierwszy wyjazd na te targi, ciekawa jestem, jak o wygląda w praniu. Zwłaszcza, że mam prowadzić spotkanie promocyjne. Ksiądz Jan w bezpośrednim spotkaniu okazał się być sympatycznym, bezpośrednim człowiekiem. Aż szkoda, że będe go musiała nieco podręczyć z racji swojej roli pytacza. Może wybaczy… Byle do niedzieli.

h1

Za jakie grzechy?

marzec 26, 2008

Nie lubię wytartych szlaków, wolę snucie się opłotkami. W imię tej części manifestu życiowego obiecałam sobie nie zajmować się nigdy feminizmem. Żadnym, bez względu na stojącym przy nim przymiotnik. Ani też niczym, co jest określone przymiotnikiem feministyczny/a/e. Tylko raz, Wysoki Sądzie, tylko raz mnie skusiło napisać tekst o kobiecości. To nawet nie była teologia feministyczna! Opublikowali. I teraz mam za swoje.

Najpierw wciągnięto mnie do prac seminarium zajmującego się nowym feminizmem. Potem zaproszono na panel dotyczący miejsca kobiety w Kościele, obdarzono referatem na sympozjum a teraz dostałam kolejne zaproszenie do dyskusji na podobny temat. Ucieczka jest bezcelowa, wszędzie mnie znajdzie ta potwora.

I pomyśleć, że naprawdę istnieją ważniejsze kwestie w teologii niż śledzenie przejawów mizoginizmu, domniemanego czy realnego, u pisarzy chrześcijańskich z autorami Biblii włącznie… Poza tym nie chcę, żeby ktoś mnie nazywał teolożką, bo niestety po polsku to słowo kojarzy się dość nieszczęśliwie, mianowicie z małą, prośną* świnką o imieniu Teo.

* Nie, to nie literówka, chodzi mi o świnię, hm, w ciąży.