
Jak przekłamać tekst? Krótki przewodnik praktyczny
luty 11, 2008Szanowni państwo, dziś przyjrzymy się bliżej w jaki sposób można przekłamać tekst pisząc naprędce depeszę do dziennika.
Najpierw weźmy tekst orginalny wystąpienia Benedykta XVI do uczestników sympozjum zorganizowanego przez papieską Radę ds. Świeckich (tłumaczenie moje): “Tak więc kiedy mężczyźni lub kobiety dążą do bycia autonomicznymi i totalnie samowystarczalnymi, ryzykują bycie zamkniętymi (risk being closed up in) w samorealizacji, która uważa przekroczenie każdego naturalnego, społecznego lub kulturalnego ograniczenia/więzi (bond) za zdobywanie wolności, ale które [przekroczenie] w rzeczywistości ogranicza ich w dotkliwej samotności.”
A teraz interesujący nas tekst depeszy: “(Benedykt XVI) skrytykował ludzi dążących do samodzielności i samowystarczalności. Według papieża narażają się w ten sposób na zamknięcie w samorealizacji, która za zdobycz wolności uważa przezwyciężenie wszelkich więzów naturalnych, społecznych i religijnych. A w rzeczywistości skazuje na samotność”
Autor depeszy użył trzech rzeczowników, które mają zasadniczo pozytywną konotację we współczesnej mentalności (samodzielność, samowystarczalność, samorealizacja) i dodał, że papież krytykuje ludzi, którzy do nich dążą (ten wstrętny papież, no). Tymczasem papież ostrzega a nie krytykuje.
Ponadto w języku polskim pomiędzy “autonomiczny” a “samodzielny” jest spora różnica znaczeniowa (papież użył w orginale słowa: “autonomi”, stąd mój przekład). Autonomiczny to ktoś, kto sam sobie dyktuje prawa, sam o sobie stanowi. Samodzielny to ktoś, kto sobie radzi w życiu bez konieczności uciekania się do cudzej pomocy. Co nie znaczy, że czasem z tej pomocy nie korzysta…
Istotny też jest przymiotnik towarzyszący słowu: “samowystarczalność” – całkowita, totalna. Benedyktowi nie chodzi o samowystarczalność w ogóle, tylko o sytuację, kiedy ktoś sobie samemu całkowicie wystarcza i przez to zrywa więzi z innymi.
Szymon Hołownia pyta na swoim blogu (wpis z 10.02.2008), kto doradza medialnie papieżowi, że treść jego nauczania jest źle rozumiana. Myślę, że problem polega na tym, że Benedykt jest naukowcem i jako taki bardzo precyzyjnie się wyraża, tymczasem media przekazując treści jego nauczania dokonują uproszczeń, które kończą się najczęściej tak, jak powyżej starałam się pokazać. I nie tylko dokonują uproszczeń, ale też czasem szukają po prostu sensacji (w końcu ona najlepiej się sprzedaje) i w tym poszukiwaniu gubią gdzieś po drodze prawdę. Szkoda prawdy, szkoda papieża.

Skąd ja to znam? Czasem upraszczają, albo próbują wpasować w prosty podział. Kiedy udzielałam się aktywnie w stowarzyszeniu trójmieszczan w Warszawie, dziennikarze ciągle próbowali nas opisać w kategoriach konfliktu Warszawka-przyjezdni. Mimo, że nikt ze stowarzyszenia nigdy nie powiedział złego słowa o miejscowych, a sami mówiliśmy, że jesteśmy po to, by dać przyjezdnym z tych samych okolic oparcie w postaci sieci kontaktów. Nie docierało. Konflikt Warszawka-przyjezdni był dla nich zdecydowanie bardziej medialny
Skoro tak prosta informacja nie jest w stanie się przebić, to co dopiero subtelne różnice znaczeniowe słów użytych przez papieża…
Najgorsze jest to, że po tym, jak złapałam dziennikarzy na takich kiksach przestałam ufać prasie i w ogóle mediom. Z założenia nie wiem, jaki jest obraz rzeczywistości, bo to, co podaja media najczęściej ma za sobą dłuższą lub krótszą drogę interpretacji.
A opowieść o stowarzyszeniu pouczająca, powiem ci. Cóż, byliście małomedialni jako pozytywni, trzeba było dodać negatywny rys, żeby się sprzedało.