Od mojej strony raczej dies defensionis: zasiądzie komisja Ośmiu Samodzielnych z dziekanem włącznie i będą oddzielać ziarno do plew w moich poglądach tudzież wypowiedziach. Podobno jest to formalność, ja jednak gdzieś na dnie podświadomości tęsknię za dyskusją, chociaż mogłaby ona sprawić, że nie udałoby mi się obronić mojej rozprawy doktorskiej. Jest takie niepisane prawo o unikaniu debaty w polskiej teologii, które świetnie ilustruje anegdota pochodząca z rady jednego z polskich wydziałów teologicznych. Otóż promotor pewnego doktoranta przedstawił do zatwierdzenia temat pracy doktorskiej, który brzmiał: “Krytyczna analiza eklezjologii Raimundo Panikkara”. Ledwie tytuł wybrzmiał a już jeden z księży profesorów poruszył się, chrząknął i nieśmiało zauważył: “Ale czemu od razu krytyczna?”
Tomasz Terlikowski w swoim wczorajszym felietonie w Rzepie atakuje Tygodnik Powszechny za publikowanie tekstów Tomasza Węcławskiego i proponowanie debaty wokół nich. Zdziwiło mnie to, bo nic tak nie oczyszcza i nie ożywia doktryny jak właśnie otwarta debata! Przecież nikt nie będzie traktował teologicznych dywagacji, niepopartych akceptacja Kościoła, jako prawdy objawionej! A jeśli ktoś tak do nich podchodzi to najwyższy czas, żeby zmienił podejście. Teologia jest dyscypliną NAUKOWĄ a w poszukiwanie naukowe wpisana jest dyskusja, popełnianie błędów, poszukiwanie lepszych rozwiązań. Ale jeśli na propozycje dyskusji w tym zakresie pada od razu odpowiedź, że to skandal i hańba, to już mnie nie dziwi fakt, że wielu naukowców zajmujących się naukami humanistycznymi na stwierdzenie, że teologia jest nauką, reaguje radosnym rechotem.
Siądźmy i podyskutujmy, kto wie – może z tej debaty urodzi się jakaś piękna teologiczna droga?





