Japończyk, 46 lat, ojciec dwóch córek, pracuje naukowo na Uniwersytecie w Kyoto. To jemu w 2007 roku udało się przeprogramować komórki ludzkiej skóry tak, że zamieniły się w komórki macierzyste, których jedynym źródłem do tamtej pory były ludzkie embriony. Kiedy podejmował się tego zadania wydawało się, że porywa się z procą na Goliata, jak Dawid we wczorajszym pierwszym czytaniu. Miał przed sobą niezliczoną ilość możliwych rozwiązań - nie wiadomo było, które geny i w jakiej kombinacji odpowiadają za programowanie komórek. Zaryzykował.
Żeby podjąć takie ryzyko trzeba być szaleńcem, albo mieć bardzo mocną motywację. Dr Yamanaka tak opowiada o swojej: zaproszony kilka lat temu do kliniki płodności prowadzonej przez swojego przyjaciela (wtedy jeszcze zajmując się badaniami komórek macierzystych korzystał z ludzkich zarodków) rzucił okiem przez mikroskop na ludzki embrion: “Kiedy zobaczyłem embrion uświadomiłem sobie nagle, że różnica pomiędzy nim a moimi córkami jest taka mała. Pomyślałem wtedy, że nie możemy niszczyć ludzkich embrionów w naszych badaniach naukowych. Musi być inny sposób.”
Świadectwo tego człowieka jest ważne z kilku powodów. Po pierwsze, nie jest katolikiem, co więcej - nie wyrósł w katolickim środowisku, nie można więc mówić, że jego wnioski wynikały ze “sprania mózgu ideologią katolicką”. Po drugie: jest naukowcem od wielu lat zajmującym się badaniami genetycznymi, korzystał w nich z komórek macierzystych pozyskanych z ludzkich zarodków. Wyżej cytowane spostrzeżenie nie było emocjonalnym poruszeniem laika - to wniosek specjalisty. Po trzecie wreszcie: wniosek ten był na tyle mocny dla dr. Shinya Yamanaka, że podjął się ryzyka wieloletnich badań. To mogły być dziesiątki lat, jego współpracownicy jako jeden z elementów sukcesu podają fakt, że dokonał tego bardzo szybko. On sam komentując to mówi, że po prostu miał szczęście. Zresztą mówi także, że ze względu na małe owoce i mozolność badań sam myślał już o rezygnacji.
Teraz dopracowuje tę metodę, stara się usunąć związane z metodą przeprogramowywania ryzyko rakowacenia uzyskanych komórek macierzystych. Ale granica została już przekroczona - pragnienie i nadzieja doprowadziły znalezienia innej drogi pozyskiwania materiału badawczego. To wyzwanie dla wszystkich, którzy starają się o zachowanie w świadomości ludzi szacunku wobec ludzkiego życia. Zaufać nadziei i dać sie poprowadzić pragnieniu.
PS. Tekst na podstawie artykułu z New York Times, 11.12.2007
Napisane w Zapiski z redakcji | Tagi: in vitro, komórki macierzyste, życie
