
Laikat SP
styczeń 7, 2008Kształtowanie człowieka zawsze odbywa się we wspólnocie. Nie da się osiągnąć pełni człowieczeństwa bez innych, zresztą potrzeba afiliacji została umieszczona przez Maslowa na jednym z najbardziej podstawowych poziomów ludzkich potrzeb. Nic dziwnego: w grupie czujemy się bezpieczniej, mamy punkt odniesienia dla naszych spostrzeżeń, wszyscy razem wiemy więcej, niż każdy z nas z osobna. Co istotne, dobrze jest, żeby ta grupa, w której jesteśmy, była zróżnicowana – dzięki temu każdy wnosi coś własnego, niepowtarzalnego. Każdy jest źródłem jedynie dla niego charakterystycznego bogactwa.
Czemu piszę o tym w kategorii kalasantyńskiej?
Bo pijarzy to wspólnota klerycka, ktora nie ma problemu ze współpracą ze świeckimi. I myślę, że to bardzo cenna cecha dla zakonu zajmującego się wychowaniem i edukacją (z powodów podanych powyżej) a nie da się ukryć, że wciąż jeszcze rzadka w polskim Kościele. Co więcej – pijarom na współpracy świeckich zależy: “… rzeczywistość pijarską można przeżywać z większą lub mniejszą intensywnością, w rózniących się formach i odmiennych stanach życia. Zakonnik pijar żyje tym wszystkim przez konsekrację zakonną, laik pijar żyje tym przez konsekrację chrztu. W następstwie tego powstaje relacja uzupełniania się tych dwóch grup, w żadnym zaś wypadku uzależnienia. Z tego rodzaju wspólnoty i uzupełniania ma się zrodzić ubogacanie się i wzajemne wspomaganie laików i zakonników.”(Tożsamość pijara zakonnego i świeckiego, s. 33-34).
Żeby nie było zbyt słodko: współpraca ta lepiej wygląda w szkołach i świetlicach, gorzej z dziełami, które nie kojarzą się bezpośrednio z edukacją bądź wychowaniem a przecież mieszczą się w charyzmacie. Dużo też zależy od osobowości współpracujących ze sobą ludzi. Ale ważne jest, że pijarzy zakonni starają się pozostawać otwarci na laikat, dzięki czemu świeccy nie czują się w tym środowisku kimś gorszym a już na pewno nie kimś niepotrzebnym.


Pozazdrościć mimo wszystko. Laikatowi OP jest trudniej. Bo o ile jeszcze podopieczni mieszczą się w standardowych ramach duszpasterstwa dzieci/młodzieży/studentów/absolwentów/rodzin/dorosłych/zakochanych, to ci świeccy niepasujący (albo niechcącymi pasować) do żadnej z tych kategorii budzą opór, zupełnie nie wiedzieć czemu. Zwłaszcza, jeśli są dość samodzielni i chcą pozostawać w partnerskich relacjach. Tutaj nasz wspólny kolega mógłby pewnie opowiedzieć więcej
W każdym razie marzy mi się, że kiedyś to się zmieni…
Pewnie dlatego, że znam rzeczywistość laikatu OP, tak mnie ta cecha pijarów uderzyła. Wiesz, usłyszeć na spotkania laikatu z ust prowincjała: “Bez was nie damy sobie rady, jesteście częścią naszego zakonu” to mocne przeżycie
Szczególnie kiedy te słowa padają na spotkaniu laikatu z ambony. Zastanawiam się, czy to kwestia charyzmatu zgromadzenia, czy innych czynników. Karmelici swój laikat też bardzo dowartościowują a przecież są jak OP zakonem żebraczym.
Myślę, że OP po prostu nie mają swojego laikatu. To znaczy w znaczeniu subiektywnym (postrzegania), a nie obiektywnym (bytu). I nie chcą mieć. Zaangażowany laikat jest strasznie męczący i niewygodny. A dla niektórych jest zagrożeniem.
U pijarów, żeby było weselej, były nawet próby tworzenia wspólnot życia (czyli wszystkie stany razem w jednym domu), ale rozpadły się ze względu na trudności finansowe.
Dom, pamiętam, jak się zachwycałaś podejściem ojców z łódzkiego konwentu a przecież oni właśnie odcięli się od laikatu, nie chcą mieć kościoła, bo musieliby zająć się także duszpasterstwem – zdecyduj się, czego chcesz.
No mnie ta informacja o Łodzi zaskoczyła. Z tego, co wiem, to właśnie zaangażowany laikat (osoby prywatnie przyjęte do III Zakonu) był jednym z przyczynków decyzji o założeniu konwentu w Łodzi i relacje ojcowie-fraternia układały się tam bardzo dobrze. Obecny przełożony domu zakonnego w Łodzi, przynajmniej z tego, co mówił na rekolekcjach, też jest zwolennikiem partnerskich relacji duchowni-świeccy i samodzielności świeckich.
Ale może ja czegoś nie wiem?
No to już prostuję:
1. O tym, że ojcowie z Łodzi nie chcą mieć kościoła i parafii wiem od Dom, nie bezpośrednio od któregoś z nich.
2. Nie wiem, jak układają się relacje pomiędzy ojcami a fraternią w Łodzi, wiem tylko (też od Dom), że duszpasterstwo postów padło [stan na grudzień 2007]. Nie wiem, czy to duszpasterstwo ma jakiś związek z fraternią, więc przepraszam za uogólnienie, że “odcięli się od laikatu”, zwłąscza, ze padło ono z tego co wiem, głównie z winy postów.
3. To, że tamtejsi ojcowie są zwolennikami partnerskich relacji ze świeckim, tzn., że tak mówią, to ja też wiem. Tylko co rozumieją przez samodzielność świeckich? Serio pytam.
To tyle mojej samokrytyki, czekam na gromy
Ja nie planowałam gromów, chciałam się tylko dowiedzieć więcej, bo jestem ciekawe jajo
2. Bo posty zazwyczaj dobrze funkcjonują, jeśli gros stanowi grupa absolwentów duszpasterstwa, którzy już się znają i lubią przebywać ze sobą. Tak przynajmniej jest w Warszawie, tutaj pierwsze grupy post utworzono gdy studia pokończyły najstarsze roczniki duszpasterstw.
3. Samodzielność – chodziło o samodzielność w poszukiwaniu odpowiedzi na własne pytania dotyczące wiary zamiast biegania do księży z najdrobniejszym problemem. I o to, że świeccy mają nie być zapatrzeni w ojców, że oni tacy mądrzy i traktować ich każdego słowa jako prawdy objawionej. Chodziło też o partnerskie relacje pomiędzy jednymi a drugimi. Mogłabym zarzucić mailem nagranie, bo mam w domu, jakby co
Gdyby to chcieć zoperacjonalizować, to właśnie wyszłaby wizja laikatu, który jest w miarę samodzielny (tzn. nie oczekuje tylko na gotowe propozycje ze strony duchownych, ale również występuje z inicjatywami), wie czego chce (tzn. nie tylko oczekuje inspiracji, ale potrafi określić sobie swoją drogę) i potrafi z ojcami współpracować na partnerskich zasadach (a nie, że laikat jest potrzebny wtedy kiedy są potrzebni wolontariusze do zorganizowania jakiegoś przedsięwzięcia). To jest już oczywiście moja interpretacja
Z tego, co mi mówiła Dom, to tak chcieli, żeby u nich funkcjonowało, czyli niepotrzebnie na nią wyjechałam (przepraszam, Dom). Tzn. tak jak to wygląda w Twojej interpretacji.
Podrzuć mi to nagranie, chętnie posłucham
Jasne – podeślę wieczorem
Decyzję maksymalnego wychodzenia przez księży na zewnątrz, a nie ograniczania się do opłotków kościoła, uważam za bardzo słuszną. Chciałoby się powiedzieć: wreszcie! Problemy z samodzielnością ludzi w duszpasterstwach nie mają z tym żadnego związku. Zgadzam się z tym, co pisze o laikacie Andalo. Dodałabym tylko, że kiedy mówię o świadomym laikacie, mam na myśli ludzi, którzy są w stanie samodzielnie działać, głosić Ewangelię na różne sposoby, a nie są wyłącznie odbiorcami działań duszpasterskich księży, nawet jeśli wymagają mniej poganiania niż inni. To jest, wydaje mi się, problem w Polsce.
Tak się składa, że mam tę przyjemność, że również nieco poznałem Zakon Szkół Pobożnych… przed wieloma laty (koniec lat 90-tych XX. wieku) dostałem od zaprzyjaźnionego pijara postanowienia ichniejszej Kapituły Generalnej dotyczące SP Laikatu… niestety OP Laikat nadal jest daleko w tyle
zwłaszcza w polskich realiach, które mają się nijak do wypowiedzi Kapituł czy Generałów… bo któryż z braci weźmie poważnie słowa Timothy’ego, że OP Laikat jest po to, by braciom przeszkadzać, wymagać (formacji)?? a który z polskich braci uznaje, że jestem (tu wątek osobisty bardziej) na równi członkiem tego samego Zakonu? na Kapitule Generalnej przez Polaków byłem traktowany jak powietrze, tak jakby mnie tam nie było… to już lepiej było mi rozmawiać z delagatami z Iraku, Indii czy Pakistanu… ech, szkoda słów 
od nas – świeckich OP i związanych z OP zależy, czy będą nas poważnie traktować!
Na szczęście brat Generał – Carlos bardzo się tym wszystkim martwi… może coś się zmieni, ale trzeba nad tym pracować
Witaj Remo
Cieszę się, że zajrzałeś i dorzuciłeś swoje trzy grosze
nagranie właśnie poszło – miłego słuchania
a ja wciąż rozważam, skąd ten podział na “pasterzy” i “wiernych”, pouczających i pouczanych… czyż nadal jest to brak recepcji Vaticanum II? czy kapłaństwo wspólnotowe (jak na nowo przetłumaczono w “Lumen Gentium” dotychczasowe kapłaństwo powszechne) jest w ogóle rozumiane przez kogokolwiek? czy jest to jakaś teoretyczna li tylko kategoria teologiczna może…
a może to jakieś “obce” wpływy, na które podatny jestem tu, gdzie zacierają się granice… ;>
Kapłaństwo powszechne świetnie rozumieją wg mnie zdrowe wspólnoty neokatechumenalne: tam prezbiter, to po prostu jeden ze wspólnoty ze szczególnym charyzmatem przewodniczenia liturgii i sprawowania sakramentów. Tyle.
Ech, nie spotkałem jeszcze tzw. “zdrowej” wspólnoty neokatechumenalnej… wszystko ładnie wygląda w teorii, ale praktyka jest zazwyczaj okrutnie odmienna… ;(
Remo, jak to było? Życie szczęśliwsze i…
a mnie zaintrygował remo op:
- jak pracować KONKRETNIE nad uzdrowieniem relacji z OP-anami, czasem muszę o to NAPRAWDE mocno walczyć, ale to samotna walka…
- z neonami naprawdę nie jest tak źle, u nas też prezbiter nie jest najważniejszy, ale do tego to cała wspólnota dojrzewała prawie cztery lata
więc narzekamy, czy coś zmieniamy?
Tomasz Kwiecień wygłosił teraz w adwencie w Łagiewnikach rekolekcje dla dziennikarzy, zorganizowane przez “List”. Temat: właśnie kapłaństwo powszechne. Treść BAAARDZO mi się podobała. Kawał zdrowej teologii, dużo szacunku dla ludzi świeckich i przekonanie o ich podstawowej roli w Kościele. A kapłaństwo służebne ma tylko służyć temu powszechnemu. O wielu innych drażliwych rzeczach też mówił i to bardzo odważnie. Nie wiem, czy on zamierza to opublikować, wg mnie bardzo by było warto. Nie ukrywam, że Kwiecień jest dla mnie przewodnikiem w wielu sprawach.
@andalo: czy masz na myśli wciąż obowiązujący kanon z Soboru Trydenckiego wg którego lepiej i szczęśliwiej pozostawać w dziewictwie lub celibacie?
ja oczywiście twierdzę, że jest całkiem odwrotnie – wszak pierwszym Bożym przykazaniem był nakaz płodności
tak naprawdę dopiero Ojcowie Kościoła w IV wieku zaczęli tworzyć (na bazie pism Pawła) “nową” wersję “szczęśliwości” ;>>>
@prometeusz: samo narzekanie nic nie da… wg mnie najważniejsze to praca nad formacją świeckich… kiedy już świeccy będą odpowiednio uformowani, sami będą wymagać od kapłanów, czy to OP, czy nie-OP… ja osobiście mam skłonność do pracy z OP-ami w sposób administracyjno-urzędowy… ale przez to wielu z nich boi się mnie… boją się też dlatego, że znam teksty Kapituł Generalnych i wypowiedzi Generałów, które oni chętnie by schowali, wyrzucili… bo wymagają od nich czegoś więcej niż kupienie nowego stroju do nurkowania… raz więc jeszcze na koniec: FORMACJA, formacja… to najważniejsze…
@remo op
))) nie pamiętałam skąd to było, ale pamiętałam, że kilkakrotnie cytowałeś mi ten tekst na wyjeździe
ja oczywiście zgadzam się z Tobą…
oczywiście, że tak