Archiwum dla styczeń 4th, 2008

h1

Avatar

styczeń 4, 2008

psy-ratzingera.jpg

Prawda, że słodki pyszczek? I jaki do mnie podobny… Zwłaszcza ideowo :D

h1

Wierność, która jest grzechem

styczeń 4, 2008

Metro, 4-6 stycznia 2008, nr 1240:

“Zakrwawionego, skomlącego zwierzaka zauważyli we wtorek wieczorem na klatce schodowej mieszkańcy kamienicy przy ul. 30 Stycznia w Gorzowie

Ich sąsiad, 45-letni Andrzej K., wyrzucił z mieszkania ośmiomiesięcznego pieska. Zwierzę nie chciało jednak odejść spod drzwi. – Mężczyzna zaczął kopać psa, potem bił go kijem – opowiada rzecznik gorzowskiej policji Sławomir Konieczny. Zatrzymany miał we krwi prawie trzy promile alkoholu. – Powiedział, że chciał pozbyć się psa, bo go denerwował, chciał ugryźć go w rękę, a poza tym już mu się znudził – mówi Konieczny. Rannego psa przewieziono do schroniska dla zwierząt. Andrzej K. trafił do izby zatrzymań. Za znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem grozi mu do dwóch lat więzienia. “
Na pierwszy rzut oka łzawa opowiastka dla przeczulonych na cierpienie zwierzątek i woda na młyn Zielonych. Proszę jednak nie pozostawać jednak tylko na poziomie wzruszeń - to zdarzenie pokazuje pewną prawdę o uzależnieniach i ich wpływie na relacje. Kluczowe są tu dwa fragmenty:
1. “Zatrzymany miał we krwi prawie trzy promile alkoholu. – Powiedział, że chciał pozbyć się psa, bo go denerwował, chciał ugryźć go w rękę, a poza tym już mu się znudził – mówi Konieczny.”
2. “Andrzej K., wyrzucił z mieszkania ośmiomiesięcznego pieska. Zwierzę nie chciało jednak odejść spod drzwi.”
Gdyby to było dziecko lub żona prawdopodobnie poszłaby gdzieś, przespała noc i wróciła. Aż do kolejnej sytuacji, kiedy tatuś/mężuś poczułby się znudzony domownikami. Ten piesek też pewnie zrobiłby podobnie, gdyby wcześniej nie zauważyli go sąsiedzi. Opisana sytuacja jest krzyczącym wręcz obrazem tego, jak wygląda relacja z nałogowcem: skupiony na sobie do bólu (dosłownie: bólu, bo ten ktoś cierpi przez to, że nie potrafi przestać o sobie myśleć) uzależniony człowiek i ktoś, kto go pokochał i często jest od niego zależny jako jego podopieczny. Wierność w tym przypadku okazuje się wadą, najzdrowsze jest posłuszeństwo instynktowi, który krzyczy: uciekaj!
Żadnego czekania pod drzwiami, powtarzania sobie: “On się zmieni”, żadnej nadziei, że kiedyś pokocha.
Nie pokocha: w jego świecie jest miejsce tylko na jego ego i to COŚ, co stało się jego bożkiem. Walka pomiędzy tymi dwoma siłami jest tak wyczerpująca, że jakakolwiek trzecia postać może nawyżej posłużyć (w dosłownym sensie tego słowa) do napełnienia akumulatorów energii przed kolejnym starciem.
Nie ma mowy o dawaniu, szacunku, trosce o innego – inny to przedmiot, który ma dać wyciszenie, potwierdzenie, “nakarmić” emocjonalnie.
A jak przestanie to robić albo, co gorsza, przestanie mi potakiwać za to zacznie się bronić, albo mi się znudzi, to go skopię i wystawię za drzwi. Jak mi będą zarzucali okrucieństwo, zacznę się nad sobą użalać, w końcu tak głeboko wewnętrznie cierpię i jakoś muszę to odreagować…