Kiedy Józef Kalasancjusz odkrywał swoje zasadnicze powołanie miał ok. 40 lat. To wiek, w którym wielu mężczyzn porzuca żony, zaczyna podwójne życie, zrzuca sutanny lub robi coś równie “odkrywczego” i “inspirującego”. To dobry moment w życiu, bez względu na to, jak widzą to sami “poszkodowani” – to chwila, w której mogą po raz kolejny dokonać w swoim życiu wyboru, jakiejś zasadniczej zmiany. Odnajdują w sobie zakopaną gdzieś energię i pchani wewnętrznym impulsem zaczynają poszukiwać.
I mają też odwagę wtedy zawalczyć. Nawet o całkowicie szalone idee, na przykład darmową szkołę powszechną. Zawsze mnie fascynowało to, jak Duch mądrze powołuje świętych: każda epoka ma takich, którzy najlepiej odpowiadają na jej potrzeby lub przygotowują Kościół na przemiany, które dopiero mają nastąpić. Kalasancjusz też odegrał taką rolę: dając do ręki ubogim dostęp do wiedzy, dał im pracę a więc źródło utrzymania a co z tym się wiąże – wolność. I to nie tylko tę materialną, ależ też wolność myślenia. Tu widać, jak mądre było połączenie kształcenia z wychowaniem moralnym i religijnym, jak postulował to św. Józef: wolność myśli pozbawiona moralnego zaplecza jest ścieżką do otchłani. Nie da się zaprzeczyć, że wielu wychowanków szkół pijarskich nią poszło. Jak nie da się zaprzeczyć, że nawet odrzucając chrześcijaństwo i Kościół pozostawali w swoim myśleniu wierni zasadom etyki. Ideały ewangeliczne mają w sobie olbrzymią moc przyciągania, także dla wymęczonych kryzysem wieku średniego królów stworzenia


