Posted by: ewiater | grudzień 10, 2007

Schwytać Wiatr

Albo przynajmniej spróbować Go opisać. Pierwsze imię nadane Duchowi Świętemu to właśnie - najogólniej ujmując - ruch powietrza. Hebrajskie ruah obejmuje wszystkie trzy wymiary ludzkiego świata (idąc od zewnątrz): wiatr (środowisko), oddech (ciało), ducha. Wszystkie nienamacalne, choć doświadczalne. Nie, inaczej: nieuchwytne, nie poddające się naszej manipulacji, wymykające się kontroli, choć doświadczalne.

Chociaż Duch Święty ma bogatą symbolikę (m.in. wiatr, ogień, woda, gołębica), to dla mnie najważniejszym obrazem pozostanie wiatr i wcale nie dlatego, że mam tak a nie inaczej na nazwisko :)

Pamiętam potężną wichurę, która zerwała dach na domu moich rodziców. Wszyscy siedzieli w domu a ja wyszłam i patrzyłam zafascynowana, jak wiatr łamie gałęzie, wyrywa drzewa i unosi, dokąd chce, jak zapałki. W pędzie powietrza było coś nieuniknionego, a jednocześnie był on tak wspaniale wolny. Wolny i potężny. Czułam jego napór, który prawie mnie przewracał, ale jednocześnie ta siła nie kaleczyła mnie. Mogłam z nią powalczyć, ale mogłam też być jej posłuszna, stając w takiej pozycji, w której wiatr był dla mnie najmniej dolegliwy. Kiedy wichura się uspokoiła, wszystko, co nie było trwałe i stabilne, było gdzie indziej. Rzeczywistość się rozpadła i można było na nowo rozpocząć budowanie, może tym razem w bardziej przemyślany sposób.

Na przykład kryjąc dom blachą a nie kruchym eternitem (ale się wtedy tato od mamy nasłuchał… :) )

Leave a response

Twoja odpowiedź:

Kategorie