Ks. Artur Stopka na portalu wiara.pl:
“Nauczyliśmy się przeżywać Boże Narodzenie w atmosferze sielankowej, szczebiotliwej, zdziecinniałej. A przecież świętujemy fakt niebywały. Boży Syn stał się człowiekiem i zamieszkał pośród nas po to, aby dokonać dzieła zbawienia.”
Zdania te dotknęły obecnej we mnie, choć nie do końca nazwanej potrzeby określenia sobie, co właściwie świętujemy i czemu mam się cieszyć.
Najpierw mała redukcyjka: weźmy brzytwę Ockhama i obetnijmy okrutnie ze świąt Bożego Narodzenia całą wyrastającą z tradycji otoczkę. W koszu lądują kolejno: choinka, prezenty, kolędowanie, wieczerza, opłatek. Z kąta powraca zakurzony ścisły post w dzień Wigilii, msza o północy i dwie msze o różnych czytaniach w dzień święta. A, i jeszcze poprzedzające Boże Narodzenie cztery tygodnie Adwentu jako czasu przeznaczonego na zrobienie Bogu miejsca w sercu (tu ukłon w stronę bloga mniszek OP, bo to tam wyczytałam myśl o sensie Adwentu) a nie zakupów.
Nudne, prawda?
A może nie tyle nudne, co nasza liturgia przestała być sposobem wyrażania naszej wiary i szukamy innych buzerów, które pozwoliłyby nam zachować poczucie świętowania? I to bez konieczności wchodzenia w relację z Bogiem! Zwłaszcza, że ta relacja mogłaby co nieco w naszym życiu zmienić. Na przykład moglibyśmy dostrzec, że On nas kocha i musielibyśmy zdjąć tę tak starannie dopracowaną i prawie przyrośniętą maskę.
To skąd mowa o radości? Co oznacza stwierdzenie, że Bóg wcielił się, aby dać nam zbawienie? Współczesny człowiek nie potrzebuje zbawienia – ma wystarczająco dużo “zagłuszaczy”, żeby nie myśleć o cierpieniu, śmierci i sensie życia. Czy Bóg przynosi nam coś, czego nie potrzebujemy? Czego termin przydatności minął jakieś 200 lat temu?
Myślę, że ten owinięty w kokon pieluszki Noworodek ma jednak coś do zaoferowania – wolność. Bóg wcielając się przede wszystkim okazuje zaufanie: Maryi (że donosi ciążę), Józefowi (że będzie wrażliwy na Boże natchnienia i im posłuszny), bakteriom, wirusom i innym “elementom”, które ubarwiają nam na czarno ziemską rzeczywistość (że darują sobie testowanie granic odporności wcielonego Boga). Jego wolność nie polega na braku zależności, ale na całkowitej zależności nowonarodzonego dziecka, które bezgranicznie ufa.
To jest to przesłanie, które jest źródłem radości w te święta: Możesz stać się noworodkiem w rękach Boga, możesz Mu całkowicie zaufać. On zajmie się tobą.
Prawda, że to wspaniałe uczucie – przestać się wreszcie bać?