Archiwum z listopad, 2007

h1

“Ratatouille”, animacja [Disney i Pixar]

listopad 30, 2007

O tym filmie już było na tym blogu. Teraz obejrzałam go w całości i w pamięci została mi szczególnie jedna postać – krytyka. Wychudzona, przesadnie wydłużona sylwetka, która została starannie wystylizowana na czarny charakter tej opowiastki. Ale tym razem będzie inaczej niż zwykle.

Bo bezlitosny krytyk miażdżący swoimi uwagami kolejne restauracje w głębi serca jest zmęczony przyjętą pozą. Odkrywa to czując na języku smak prostego dania francuskich wieśniaków – ratatouille (dla niewtajemniczonych: zapiekanka z warzyw polana lekkim sosem, może być vinegrette). Potrawa budzi w nim wspomnienia i tak naprawdę jego zachwyt nie jest wyrażeniem podziwu dla smaku, co dla wspomnień, które on przywołuje. Nawrócenie – uznanie prawdy dokonuje się przy restauracyjnym stoliku. I nawet fakt, że potrawę przygotował szczurek, co w oczywisty sposób przeczy dotychczasowym poglądom smakosza, nie jest w stanie już odwrócić przemiany. Pewnie nie bez powodu krytyk ma na imię Ego. Ego, które przyjmując prawdę rezygnuje z wygodnego fotela obserwatora i krytykanta a angażuje się w relacje – zaczyna żyć.

Dobry film – świetna animacja (odradzam jego oglądanie osobom, które mają uraz do gryzoni: graficy oddali szczury wyjątkowo realistycznie!) i treść głębsza niż się zdaje. Nie ukrywam, że dawno nie widziałam tak dobrej bajki, która pozostając opowieścią ze świata marzeń nie spływa lukrem. Ani cynicznym, postmodernistycznym humorem.

Warto.

h1

Bydlątko

listopad 29, 2007

Ciołek. Czyli bydlątko – wołek, który zrobił karierę w heraldyce. Był też nazwiskiem biskupa Erazma (herbu Sulima), który z kolei miał kamienicę na ulicy Kanoniczej w Krakowie: dużą, pieknie zaprojektowaną i jeszcze do 1999 roku w ruinie. Po remoncie znalazł tam siedzibę jeden z oddziałów Muzeum Narodowego w Krakowie.

Najpierw o budynku: kamienica pierwotnie w stylu humanistycznym, potem oczywiście przebudowywana. Teraz jej wnętrze stanowi udane połączenie nowoczesności z tradycją. Odkryte miejscami wątki murów, kremowy koloryt ścian, cudowna klatka schodowa: kręte schody odcinające się ciemnym drewnem od jasnych ścian owinięte wokół szklanej tuby szybu windy. Przestrzenie się wzajemnie przenikają, wirują, nakładają na siebie kolorami, fakturami, kształtem.

Wnętrza oświetlone żółtym światłem i dodatkowo “ocieplone” drewnem (głównie dębem) zastosowanym jako ramy prezentowanych płaskorzeźb i jako podstawy do prezentacji rzeźb. Drewniane, ale już jaśniejsze, podłogi i sufity – niestety, nie orginalne, ale skutecznie odtwarzające klimat komnat humanistycznego i renesansowego Krakowa.

Wystawa przemyślana, pokazująca każdy eksponat w sposób dla niego najbardziej korzystny. Część z nich to dawna ekspozycja z Pałacu Szołayskich (np. Piękna Madonna z Krużlowej), pozostałe pewnie odbyły swoją przydługą kwarantannę w magazynie. O każdej rzeczy można napisać elaborat, wybiorę kilka, które zapadły mi w pamięć.

“Frasobliwy” – drewniana rzeźba z XIII wieku. Stoi z nawpół wyciągniętymi dłońmi, wygląda jakby coś z nich Mu wypadło, ale On już tego nie zauważa. Wpatruje się w punkt przed sobą. Bezradnie, prosząco.

Dwa krucyfiksy, których powstanie dzieli kilkadziesiąt lat. Mniejszy, pozbawiony krzyża, wisi przyśrubowany pomiędzy dwiema płaszczyznami szkła ujętego w ramy. Napięte do granic wytrzymałości mięśnie, wyraźna muskulatura. I drugi, o wiele większy, okaleczony (pozostała głowa i beznogi, prawie bezręki korpus) ukryty razem z resztką krzyża w filarze. To już martwe ciało, zwisające bezwładnie. Piękna, harmonijna twarz.

I wreszcie majstersztyk tej wystawy – sala śmierci. Zabudowana czarnym kirem, który zwisa także w wejściu. Portrety trumienne umieszczne w niszach przypominających wejścia do grobów w katakumbach kamedułów na Bielanach, obrazy przedstawiające taniec śmierci, piekne przykłady kapy i ornatu pogrzebowego. Dwa krucyfiksy oświetlone punktowcami, wybijające się z czerni ścian. W tle słychać muzykę – melodia się urywa, jest miękka i trochę senna. Weszłam do tej sali i poczułam, jak po rękach przebiega mi dreszcz – zderzenie z nieuniknionym, które próbujemy rozpaczliwie oswoić.

W centrum sali stoi nastawa ołtarzowa, której centralną część stanowi obraz przedstawiający Zaśnięcie Najświętszej Maryi Panny. Oświetlona od góry połyskuje matowo starym złotem – wnosi nadzieję i światło. Ryt pożegnania staje się rytem przejścia.

To jest miejsce, do którego chce się wracać, żeby odkrywać piękno sztuki, ale także, aby wyłuskiwać z ekspozycji myśl, która kierowała jej autorem/autorami. Wspaniale zakodowany rebus do rozwiązania, ciąg skojarzeń o nieskończonej prawie liczbie mniej lub bardziej zamierzonych kombinacji.

h1

Po spotkaniu redakcji

listopad 28, 2007

Było nas czworo, kawa piąta i godzina gadania. Tzn. głównie gadałam ja, ale na koniec było bardziej twórczo. A oto efekta:

1. Ustaliliśmy tematy kwartalnika na przyszły rok: 1/2008 – Władza w rękach chrześcijan; 2/2008 – Duch misji i świadectwa; 3/2008 – Bogactwo/ Mieć i być; 4/2008 – Czas (temat roboczy, do rozwinięcia).

2. Numer o Duchu Św. okazuje się być problematyczny, bo nie mam wizji a pozostali członkowie redakcji mają wizję ograniczoną. Póki co pomyśły są następujące: wywiad z p. Gronkiewicz-Waltz i ojcem cystersem opiekującym się grupą Odnowy na Osiedlu Szklane Domy, może jakiś tekst o męczennikach, skoro ma być o świadectwie, zaczekamy też na to, co podeśle nam biuro organizacji Światowego Dnia Młodzieży. Jest jeszcze w odwodzie ks. Reczek posługujący modlitwą o uwolnienie.

3. Do numeru o bogactwie mamy przewidziane dwa wywiady: z prof. Palską (Mateuszu G. – to twoja działka!) oraz z panem Kluską (Mariusz – poczuwaj się), ewentualnie o. Maciejem Ziębą OP.

4. Zmiany w ramówce: o. Mateusz zakończył tekstem do numeru o władzy cykl o Kalasancjuszu i nadal będzie pisał o ludziach SP, tym razem chce pokazać co ciekawsze osobowości z historii zakonu. Danusia zrezygnowała z działu “O refleksji” i chcę go zastąpić działem o nowym feminizmie mojego autorstwa. Jeszcze nie mam pomysłu na format tego działu, ale od czego jest modlitwa do Ducha Świętego :)

5. Spotykamy się w styczniu, wcześniej może będzie opłatek w wydawnictwie, na który czujcie się zaproszeni – termin podam.

I to tyle :) Cieszę się, że mogłam się z wami spotkać i do następnego razu!

h1

Znów o modzie

listopad 27, 2007

W internetowym biuletynie informacyjnym agencji “Zenit” z Watykanu przeczytałam ciekawy wywiad z Brendą Sharman, szefową modowej agencji “Pure Fashion”. Pani Sharman opowiada o tym, że współcześnie wiele dziewcząt i kobiet ma problem z kupieniem ubrań, w których wygląda się elegancko i modnie, choć niekoniecznie “hot”. Jeśli ktoś woli stany średnie na podziałce seksowności, ma problem :)

Czytając jej argumentację o konieczności poszanowania ludzkiej godności w kobiecie i dostrzeżenia, że strój wyraża osobowość, zaczęło mnie dręczyć wrażenie, że to już gdzieś, kiedyś… zaraz, zaraz – długie spódnice i bardzo luźne podkoszulki lub swetry, na mszę inaczej niż na salę gimnastyczną… Blachnicki???

Ależ tak! Co prawda ks. Franciszek wyglądał tak:

Blachnicki

a nie tak:

Sharman

ale sposób myślenia obojga tych Państwa jest podobny. Różnica polega na tym, że pani Sharman ma do dyspozycji swoje doświadczenie jako modelki i machinę marketingową, o której ks. Franciszek zaledwie mógł pomarzyć. Cieszy mnie to, że w promocję inicjatywy “Pure Fashion” zaangażowało się “Regnum Christi” i, że ich szkolenia modelek i pokazy mody są coraz bardziej popularne. Może kiedyś dotrą także do Polski? Póki co, można sobie pooglądać propozycje na stronie internetowej. Jest tam też wykaz cech, jakie charakteryzują skromny ubiór, oczywiście dotyczy to kultury w Stanach.

W rzeczywistości jest tak, jak opisuje to w wywiadzie p. Sharman: kobiety ubrane bardziej prowokacyjnie przyciągają uwagę mężczyzn. Pozostałe też chcą ją przyciągnąć, więc przyjmują podyktowaną taktykę “połowu”. Może warto przypomnieć zasadę, że dostrzega się zawsze bodźce nie tylko najmocniejsze, ale także kontrastowe? Ciekawe, czy w tym przypadku ona także obowiązuje :)

h1

Zamknięcie

listopad 26, 2007

Kolejny numer jest właśnie w trakcie lądowania bezpiecznie w drukarni. Jeszcze dwa tygodnie i będę go miała w ręku. Do księgarń trafi dopiero w styczniu, bo przed świętami jego sprzedaż nie ma sensu, ale prenumeratorzy dostaną go już wcześniej. I jak ja będą mogli go sobie popodziwiać. I poczytać. I pozachwycać się. A co!