Zielonej. Z kółeczkami. Biorę udział w masowej migracji Polaków wywołanej zakorzenionym w naszej podświadomości kulcie zmarłych, tfu!, wszystkich świętych.
Dotarł już ostani tekst do numeru o władzy, jeszcze tylko przepisać (bo jest w maszynopisie), podredagować i wysłać na lifting. I czekać, czekać, czekać… Może w międzyczasie przyleci jeszcze jedna jaskółka podobna do tej, która mnie odwiedziła z Wirtualnej Polski. Okazało się nie tylko, że są zainteresowani naszymi tekstami, ale też, że zajmująca się tym osoba to moja znajoma jeszcze z czasów licealnych. Jak to trzeba uważać co i z kim się robiło przed zdaniem matury
Nas na szczęście łączą bardzo poprawne wspomnienia wyjazdów z Katolickim Stowarzyszeniem Młodzieży. Chociaż możliwe, że nie wszystko dokładnie pamiętam… Hmmm, trzeba zajrzeć do archiwum… Tia
Dziś jest ostatni dzień pracy Siostry z Bagienka. Ma na imię Hripsime, jest Ormianką. Czarne włosy wyglądające spod niebieskiej chusty Małej Siostry Jezusa i olbrzymie, czarne oczy patrzące z owalnej twarzy. I olbrzymia prostota w tym, co mówi, w tym, co robi. Praca w instytucji kościelnej to nie jest to, co powinna robić, żeby być w zgodzie ze swoim charyzmatem, dlatego odchodzi. Zostawia po sobie miejsce, które trudno będzie zapełnić, bo potrzebny jest ktoś, kto zasługuje na zaufanie a tacy ludzie to wciąż “towar luksusowy”.
Tak jakoś pożegnalnie się zrobiło – ktoś odchodzi, robi się miejsce na kogo innego a w sercu pozostaje dobre wspomnienie. W końcu każdy z nas jest darem dla innych, co w przypadku Hripsi jest podwójnie prawdziwe.


