h1

“Wszystko będzie dobrze” reż. Tomasz Wiszniewski

październik 11, 2007

plakat

Bohaterom filmu nie jest dobrze i nie będzie dobrze. Zwłaszcza, jeśli spojrzymy wyłącznie po ludzku. Bieda, choroba, śmierć, ale wszystko to przyjmowane tak po prostu, jako część życia. I próba zmiany, zakończona porażką. Jednocześnie biegnący Paweł z trenerem za swoimi plecami przypomina Tobiasza z Rafałem i tak, jak swój biblijny pierwowzór, jest impulsem do zmian w osobach wokół niego. Są to przede wszystkim przemiany wewnętrzne i w niektórych przypadkach nie do końca skuteczne.

Bóg przychodzi przez innych, ich otwartość na czynienie dobra staje się Jego objawieniem. Co ciekawe, wśród czyniących dobro; ulegających wezwaniu Ducha są też niewierzący. Nawet czynione z egoistycznych pobudek dobro ostatecznie okazuje się mieć moc przemieniającą – wystarcza obudzić głód wartości i pokazać, że można zawalczyć, nawet jeśli się ma małe szanse na wygraną. Film pozostaje niedopowiedziany, kończy się ujęciem patrzących w słońce skacowanych oczu, które nagle coś dostrzegają. Nie wiemy co, możemy się domyślać, że jest to coś zaskakującego i przyciągającego, skoro pomimo bólu nadwrażliwych po przepiciu oczu trener nadal patrzy. A skoro w narracji bliskie ujęcie spojrzenia (niebieskie oczy prześwietlone światłem) pojawia się kilkakrotnie, zawsze przynosząc nadzieję i siły, możemy mieć nadzieję, że “wszystko będzie dobrze”.

Bóg w tym filmie jest taki, jak w codzienności – tak bliski, że trudno Go odnaleźć. Pozornie milczący, ale skutecznie przyciągany przez wiarę.

2 komentarzy

  1. Oglądałam. Trudny był to film, bo oczekiwałoby się happy endu, jednak ten oczekiwany happy end nie nadchodził. Samo zakończenie nie było natomiast jednoznaczne, chociaż pozwalało mieć nadzieję. Ten film przypominał mi o tych wszystkich sytuacjach w moim życiu, kiedy nie spełniało się to, czego oczekiwałam i doświadczałam rozczarowania. Po długim, długim czasie okazywało się jednak, że gdyby nie to, nie wydarzyłoby się coś innego, pozytywnego. Jednak w momencie rozczarowania widzieć tego jeszcze nie mogłam, mogłam mieć tylko nadzieję, że sprawy się ułożą. Myślę, że o to chodziło w tym filmie. O powrót do tego uczucia rozczarowania i pokazanie, że ono nie jest trwałe, że jest jeszcze jakiś dalszy horyzont, chociaż nam nie od razu wydaje się on dostępny.


  2. To film do myślenia, prowokujący. Dla człoweika wierzącego on ma dobre zakończenie – ono jest w tych słowach św. Pawła, które matka każe przekazać synowi. Ale po ludzku trudny, bardzo.



Skomentuj