![]()

Bohaterom filmu nie jest dobrze i nie będzie dobrze. Zwłaszcza, jeśli spojrzymy wyłącznie po ludzku. Bieda, choroba, śmierć, ale wszystko to przyjmowane tak po prostu, jako część życia. I próba zmiany, zakończona porażką. Jednocześnie biegnący Paweł z trenerem za swoimi plecami przypomina Tobiasza z Rafałem i tak, jak swój biblijny pierwowzór, jest impulsem do zmian w osobach wokół niego. Są to przede wszystkim przemiany wewnętrzne i w niektórych przypadkach nie do końca skuteczne.
Bóg przychodzi przez innych, ich otwartość na czynienie dobra staje się Jego objawieniem. Co ciekawe, wśród czyniących dobro; ulegających wezwaniu Ducha są też niewierzący. Nawet czynione z egoistycznych pobudek dobro ostatecznie okazuje się mieć moc przemieniającą – wystarcza obudzić głód wartości i pokazać, że można zawalczyć, nawet jeśli się ma małe szanse na wygraną. Film pozostaje niedopowiedziany, kończy się ujęciem patrzących w słońce skacowanych oczu, które nagle coś dostrzegają. Nie wiemy co, możemy się domyślać, że jest to coś zaskakującego i przyciągającego, skoro pomimo bólu nadwrażliwych po przepiciu oczu trener nadal patrzy. A skoro w narracji bliskie ujęcie spojrzenia (niebieskie oczy prześwietlone światłem) pojawia się kilkakrotnie, zawsze przynosząc nadzieję i siły, możemy mieć nadzieję, że “wszystko będzie dobrze”.
Bóg w tym filmie jest taki, jak w codzienności – tak bliski, że trudno Go odnaleźć. Pozornie milczący, ale skutecznie przyciągany przez wiarę.


