h1

Confessiones

sierpień 29, 2007

Co prawda wspomnienie św. Augustyna było wczoraj, ale mnie na wyznania zebrało dzisiaj. I to dodatkowo wyznania związane z wydarzeniem, które miało czas jakiś czas temu (starzejemy się pani redaktor, starzejemy… przeszłością tylko żyjemy… ;) ) Byłam na promocji książki Szymona Hołowni “Tabletki z krzyżykiem” i zaraz w pierwszej swojej wypowiedzi Szanowny Autor Bestsellera wypowiedział się średniopochlebnie o katolickich pismach niszowych. Użyta przez niego fraza: “zajmują się dorzeźbianiem Wenus z Milo”, z jednej strony szczerze mnie ubawiła, z drugiej zapadła bardzo mocno w pamięć i tkwi tam jak ziarnko grochu pod poduchami w bajce Andersena. I uwiera.

Fakt, że stanowi to dowód mojej księżniczkowatości jakoś mnie nie pociesza. Bu.

Brak pocieszenia wypływa głównie z faktu, że jak wiadomo Wenus z Milo nie potrzebuje dorzeźbiania. Jaki jest więc cel istnienia pism takich, jak nasze? Bo chyba nie bycie źródłem utrzymania dla redaktora naczelnego & com ?

Aby tworzyć takie pismo, muszę mieć wewnętrzne przekonanie, że to, co chcę powiedzieć, powiedzieć warto. I to powiedzieć głośno i publicznie.  A, i powinno się to jeszcze mieścić w charyzmacie, którego wciąż jeszcze nie “czuję”. Cóż poradzić, z natury mam raczej OPsi charakter a tu klimat wychowawczy bardziej niż prorocki. Czuję wewnętrzny niedosyt ideologiczny, jesli chodzi o wizerunek kwartalnika. Mało powiedziane niedosyt – głód!

Skomentuj