h1

Rybactwo

sierpień 2, 2007

Bierzemy komputer, internet oraz dużą dawkę cierpliwości, następnie wyszukujemy w internecie strony, na których są interesujące nas adresy, spisujemy je, wysyłamy maile i… czekamy.
To jest mniej więcej opis tego, jak obecnie wygląda łowienie ludzi a dokładnie rzecz biorąc – reklamodawców.
Póki co, sieć pozostaje pusta.
To może by tak na połów czytelników? Co przyciąga do gazety? A dokładnie kwartalnika? Jakie pytania stawiają sobie obecnie ludzie i gdzie szukają odpowiedzi? Jak pisać o Bogu, żeby było to i treściwe i łatwo strawne? Tak, tu już chyba zeszłam z pokładu kutra i weszłam do portowej tawerny zaglądać kucharzowi w garnki…
No, ale skoro już weszłam, to zostanę – Szymon Hołownia na promocji swojej książki “Tabletki z krzyżykiem” w krakowskim KiK-u rzucił, że katolickie pisma niszowe zajmują się dorzeźbianiem Wenus z Milo. Zapadło mi to głeboko w pamięć i nie potrafię sobie z tym tekstem poradzić.
W świetle tych słów wypadałoby kwartalnik zamknąć a klucz wyrzucić w morze (widzę już ten wyraz ulgi na twarzy i gwałtowne potakiwanie WAK-a zmęczonego sprawdzaniem tekstów do kwartalnika… ), ale to nie ode mnie zależy. Pismo wypracowało sobie markę, długo istnieje na rynku i miało wielu stałych odbiorców.
Ale czy mieści się w charyzmacie zgromadzenia?
A jeśli tak, to w jaki sposób?
Krótko i zasadniczo: po co pijarom kwartalnik?
No właśnie – po co?

Skomentuj