Na kilka dni biuro zamieni się w pobojowisko. Na razie mamy tu z panią Sekretarką fitness-club. Zajmujemy się wspinaczką naszafną z elementami żyrandolingu a panowie techniczni ćwiczyli podnoszenie ciężarów i marsz z obciążeniem. Krótko mówiąc - rozwijamy się nie tylko intelektualnie…
Wracając jeszcze do tematu władzy a właściwie jej sprawowania - sprawować to znaczy czynić, powodować zaistnienie, realizować. A więc sprawować to urealniać to, co jest tylko ideą. Sprawować władzę to w pewnym sensie ją uosoabiać a więc jednak BYĆ władzą.
Ciekawe.
Myślę, też nad tym, co powiedziała mi niedawno jedna z moich znajomych pań psycholog (mam uczulenie na słowa z gatunku: psycholożka. Wrrrr…). Rzuciła w rozmowie, że instynkt władzy i popęd seksualny, to najsilniejsze motywatory ludzkich działań.
Co takiego we władzy jest, że jej pragniemy?
Co ona nam daje a co zabiera?
Jaki musi być człowiek, który sprawuje władzę, aby to on posiadał ją a nie ona jego?
I co na to wszystko Ewangelia?
