h1

Wpadło mi w oko

Luty 9, 2010

Oraz zachwyciło swa nadobnością. A tak bardziej gramatycznie to zachwyciłA – definicja osoby wyszperana w przypisach do Miłości i odpowiedzialności Karola Wojtyły:

KTOŚ KU KOMUŚ A NIE COŚ DO CZEGOŚ

Prawda, że trudno się oprzeć jej elegancji i lekkości? Lekkie muśnięcie fenomenologiczną intencyjnością, porządne zakorzenienie w tomaszowej relacyjności. Jestem osobą, bo jestem “ku komuś” i drugi jest osobą, bo jest “ku komuś”. Pobrzmiewa tutaj także tak mocno wyakcentowana przez Wojtyłę pierwotna samotność stworzonego człowieka, która w swojej istocie jest poszukiwaniem odpowiedzi, ale i zapytania. Samotność Adama jest własnie tym “byciem ku”, pytaniem zadawanym wszystkim poznawanym stworzeniom. Jednak żadne z nich nie może mu udzielic odpowiedzi, bo żadno z nich nie nosi w sobie tego samego pytania. Żadno z nich nie oczekuje od Adama odpowiedzi.
Ona przychodzi ze snu, z tej części adamowej natury, która pozostaje uśpiona, kiedy ma kontakt wyłacznie ze światem “cosiów”. Budzi w nim przestrzeń, której on pierwotnie nie rozpoznaje, choć ją przeczuwa, bo poszukuje. Odpowiedź przychodzi i pyta swoim istnieniem: “Kim jestem?” i Adam wreszcie może udzielić odpowiedzi: “Kością z moich kości i ciałem z mojego ciała”.

I nie ma się wcale czemu dziwić, że Ewa stwierdziła, że Adam jest mądry – przecież od razu na jej widok wyrwało mu się z głębi trzewi, że jest piękna :)

h1

Dwa płuca

Luty 7, 2010

Pochodzę z rodziny o unickich korzeniach, która zresztą gorzko zapłaciła za swoją wierność Rzymowi. Mogłabym chować urazę, jednak w moim sercu widzę co innego: marzenie, wielkie marzenie o jedności Rzymu i Cerkwi. Wyrasta ono z prostej obserwacji, iż tym, co tak naprawdę nas dzieli, jest uwikłanie w politykę, a nie wiara.W sferze wiary: zarówno doktryny, jak i przeżywania moglibyśmy nawzajem wiele sobie dać, wiele się nauczyć.

I dlatego ucieszyłam się, że Patriarchat Moskiewski staje coraz bardziej otwarty na rozmowy, a zwłaszcza, że jak donosi Rzepa, zostały rozpoczęte prace nad wspólnym dokumentem Moskwy i naszego episkopatu. Potrzebujemy się nawzajem, Rosja to olbrzymi kraj, który rozpaczliwie potrzebuje ewangelizacji a my potrzebujemy wsparcia także dla naszych działań na Wschodzie. Ale przede wszystkim jest to szansa na odbudowanie jedności Chrystusowego Ciała, zastąpienie niechęci żywą relacją, a polityki – Ewangelią.

Nie mówiąc o tym, że oni zachowali tradycję komunii pod dwiema postaciami, więc może tak przy okazji my też się zarazimy tą praktyką ;)

h1

Poczuciem winy prosto w oczy

Luty 5, 2010

Myślę, że w odcinku reality show pod nośnym tytułem: “Jak się bawi judejska arystokracja?”, w którym jako dodatkowy buzer występuje finalistka “Palestina’s got talent”, Salome, Jan Chrzciciel byłby na straconej pozycji.

Za drętwy.

Nawet przed ścięciem.

Nie dziwmy sie więc Herodowi, że po przeliczeniu głosów poszedł jednak za głosem ludu i wykorzystał Jana Chrzciciela w jedyny powodujący chwilę dreszczyku sposób, a więc pozbawiając go głowy. W tym przypadku jego fascynacja prorokiem miała jedynie głos doradczy, takie tam wybredne jury.

I tu zabawa się skończyła, za to król został z oblepiającym wszystko i zaciemniającym pole widzenia poczuciem winy. Kiedy donosza mu o działalności Jezusa, jest pewien, że to Jan zmartwychwstał. Wszyscy snuja domysły, a on jest pewien. Tyle, że to fałszywa pewność.

Innych przed uwierzeniem w to, że Jezus jest mesjaszem, powstrzymywały ich żądze. Heroda poczucie winy. Zafałszowało jego poznanie, oślepiło go i zamknęło na głos Boga.  Bo to bardzo wygodny stan – psychiczne samobiczowanie, skrajna asceza, samozniszczenie – wszystko tylko po to, żeby nie wyrzec się grzechu i nie zmienic swojego życia.

Jakże przewrotne i skuteczne.

Szatańsko przewrotne i skuteczne.\

PS. Pod wpływem dzisiejszego kazania o. Józefa Puciłowskiego OP uznałam, że konieczne jest tu pewne dopowiedzenie: idąc za jezuicką szkołą duchowści rozróżniam poczucie winy (destrukcyjne) od wyrzutów sumienia (budujące). Wyrzuty sumienia stymulują przemianę, bo sumienie odnosi nas do Boga i Jego wezwania do nawrócenia oraz danej przez Niego łaski.

h1

Wyobraźcie sobie…

Luty 3, 2010

… wielką, pustą scenę, na której ktoś porzucił kawałek białej tkaniny i laskę. Aktora na tej scenie. Półtorej godziny monodramu na podstawie sztuk Szekspira w błyskotliwych i lekkich przekładach Kamińskiego, Gałczyńskiego i Barańczaka zagrane wyłącznie mimiką, ciałem i światłem, przy nikłym współudziale Desdemony w roli kukułki o bardzo ponętnych bioderkach oraz psa (również grał świetnie).

Przed spektaklem próbowałam sobie wyobrazić co musi czuć człowiek wychodzący na ten pusty wielościan, naprzeciw tłumowi wpatrzonych w niego oczu. Wychodzi i wie, że przez następne kilkadziesiąt minut te oczy będą się wpatrywać tylko w niego w oczekiwaniu na to, żeby coś poruszył na ich dnie, coś obudził bądź sprawił, że na chwilę utracą kontakt z codziennością. Andrzej Seweryn wyszedł i nie wiem, co czuł, ale przeszedł przez wszystkie postacie z płynnością srebrzystej rtęci przepływającej z naczynia do naczynia. Arcydziełem był przedostatni fragment, pogrzeb króla z “Ryszarda III”, bo grał w nim Ryszarda, Annę a na początku także sługi. Nie mogłam oderwać od niego oczu.

Bez zbędnego dramatyzmu, krzyku czy histerii, za to świetnie ustawionym głosem i z nienaganną dykcją. Kpiąco puentując współczesną kulturę (co zresztą – jak okazało się we foyer – oburzyło licealistów, którzy przyszli na ten spektakl ze swoją polonistką). Będąc przekonującą lady Makbet a później przewrotnie zagraną Julią.

Jedyną wadą spektaklu była scena, w której jako Tymon Ateńczyk Seweryn się rozbiera. Po obejrzeniu kilku spektakli Lupy mam przesyt nagości na scenie, zresztą uważam, że Seweryn jest tak dobrym aktorem, że naprawdę nie potrzebował tego typu środka artystycznego, żeby poruszyć widownię. Kiedy recytował słynny monolog Hamleta stojąc z przyłożoną do nadgarstka szyjką stłuczonej butelki, czułam lęk, że jednak sobie te żyły przetnie, choć wiedziałam, jak ten monolog się kończy. I to było dla mnie o wiele bardziej poruszające niż widok jego nagich pośladków.

Spektakl świetny, na widowni komplet, bilety rezerwowane dwa miesiące wcześniej. Czemu się temu nie dziwię?

Było warto.

h1

Damsko-męsko z sorkowitzem na pierwszym planie

Luty 1, 2010

Tytułowy sorkowitz to autor bloga na portalu Fronda, kapłan, chrystusowiec. Niedawno popełnił wpis o kryzysie macierzyństwa, z którego generalnymi założeniami się zgadzam, jednak dyskusja pod wpisem poszła w takim kierunku, że postanowiłam “dać głos”:

Bóg jako pierwszego stworzył Adama i jemu powierzył Ewę. Przykro mi, że przywalam tak teologicznie, ale z opisu stworzenia wynika, że to do faceta należy wychować siebie, zadbać o żonę i wychować dzieci. A kiedy tego nie robi, to powiela dokładnie zachowanie Adama w raju. Chrystus zachował się zupełnie inaczej…

Kryzys macierzyństwa wyrasta z kryzysu ojcostwa, nie odwrotnie.

 Najistotniejsze dla mnie było ostatnie zdanie. Autor notki odpowiedział następująco:

…”z opisu stworzenia wynika, że to do faceta należy wychować siebie, zadbać o żonę i wychować dzieci”. Gdzie tak jest napisane?…

Przepraszam, ale Bóg wyznaczył osobne role kobiecie i mężczyźnie, i nawet prawdziwy facet, który umierał za nas na krzyżu, czyli Jezus miał wytrawną matkę i ojca, sam siebie nie wychowywał (raczej)…

Bóg zresztą nie tylko Adamowi Ewę powierzył, ale i Ewie Adama, bo widział, że chłopisko zupełnie bezradne, hehe…

I tym samym wziął mnie i sprowokował. Ha!

Czemu uważam, że z  opisu stworzenia (tu istotne uścislenie: chodzi mi o drugi opis) wynika to, że to facet przede wszystkim ma wychować siebie, zadbać o żonę, etc.? Ano z tego prostego faktu, że Adam zostaje stworzony jako pierwszy, to on sam słyszy na czym polega pierwsze przymierze (chodzi o zakaz spożywania owoców z drzewa poznania dobra i zła) a więc to jemu Bóg przede wszystkim stawia wymagania. Ewa zostaje Adamowi powierzona: Bóg ją Adamowi daje. Tu warto wejść głębiej w obrzędowość Izraela związaną z małżeństwem: za znalezienie synowi żony odpowiedzialny był ojciec, tu mamy ten schemat u samego początku istnienia człowieka. Bóg, jak dobry ojciec, znajduje Adamowi odpowiednią żonę, przygotowuje ją i przedstawia.

Taka interpretację potwierdza sposób, w jaki Bóg wygłasza wyrok po grzechu pierworodnym. Bóg woła ADAMA, do Adama zwraca się jako do pierwszego i od niego oczekuje odpowiedzi. I Adam robi dokładnie to, co powielają schematy prawie wszystkich dysfunkcyjnych rodzin: zrzuca wine na Ewę, jednocześnie też przerzucając część winy na Boga (“niewiasta, którą TY postawiłeś przy mnie”).

Ten schemat odwraca Chrystus - przyjmuje na siebie grzech swojej Ukochanej i chociaż sam jest niewinny, mówi swoimi czynami Ojcu: “Ona zgrzeszyła i winna jest śmierci, ale pozwól mi umrzeć zamiast niej”. I tak to opisuje św. Paweł w Liscie do Efezjan, w V rozdziale. Tylko na takiej podstawie można zbudowac dobre małżeństwo, a potem rodzinę.

Ale żeby mężczyzna był zdolny do takiego życia-umierania, musi mieć silny charakter, musi nad soba pracować. Musi podejmować codziennie, nieustannie decyzje na pozostanie wiernym, troskliwym, odpowiedzialnym. Musi zaliczać Ogrójec: nie raz, nie dwa, ale codziennie. I to mam na mysli mówiąc o wychowaniu siebie. Decyzje i konsekwencję w ich realizowaniu.

A twierdzenie, że nie dorosnę, bo mi mamusia nie pozwoli, prosze wybaczyć, ale w ustach mężczyzny jest żałosne.