h1

Jak na trwałe pozbyć się facetów ze swojego życia

listopad 20, 2009

Ponieważ ciśnienie jest niskie a pogoda raczej zachęca do kontemplacji jesiennego słońca niż pracy stwierdziłam, że pójdę dziś na łatwiznę i napiszę o czymś, na czym świetnie się znam, bo mam w tym wieloletnią praktykę. A więc, Drogie Panie:

1. Zaniedbaj się fizycznie: noś niedobrane ciuchy, ignoruj modę, nie dbaj o higienę. Rozmiar w tym przypadku naprawdę nie jest najistotniejszy – liczy się ogólne wrażenie zaniedbania. Aha, nie używaj dezodorantu lub używaj go w zbyt dużej ilości (najlepiej jakis duszący zapach, kojarzacy się z szafą babci). Pioronujące wrażenie robi zestawienie nieumytego ciała i dusznego deodorantu – nawet Napoleon, lubiący wszak woń nieumytej Józefiny, nie zniósłby takiej mieszanki. Do tego dołącz namolność oraz emocjonalne “przyklejenie” do pana.

2. Garb się, pochyl, sprawiaj wrażenie niepewnej siebie a jednocześnie bądź w zachowaniu agresywna. Nie chodzi mi o kopanie po kostkach czy inne równie subtelne objawy namiaru zlości - lepsze są złośliwe, celne przytyki. Ten typ kobiet panom nieodmiennie kojarzy się z jędzą. Może tak tego nie nazywają, ale to te rejony.

3. Udowadniaj mężczyznom, że są idiotami albo nie mają pojęcia o tematach, w których się wypowiadają (to z kolei wyposaży cię w dumną etykietkę wiedźmy). Rób to PUBLICZNIE – niewielu panów przyjmie “na klatę” fakt, że traci własnie twarz i że tę twarz odbiera im kobieta. Równouprawnienie równouprawnieniem, ale rozpacz w okrzyku “Kobieta mnie bije!” jest jego nieodłącznym i wyjątkowo szczerym elementem. Aha, i udowadniaj to posługując się męską logiką. Mężczyźni nienawidzą czuć się bufonami. Szczególnie, jesli nimi faktycznie są.

4. Popisuj się swoja wiedzą. Jeśli cie nie spławią, otrzymasz szlachetną pozycję kumpla. Uwaga: z kumplem się nie chodzi a stanowisko jest dożywotnie.

5. Nigdy, ale to NIGDY nie mów niczego pozytywnego. Krytyka dźwignią wyrzucającą z twojego życia kolejnych facetów! Aha, porównuj ich z innymi i wykazuj, że są gorsi. I że nic z tym nie mogą już zrobić. Oraz stawiaj niebotyczne, nierealne wymagania. Tak, to koniecznie.

6. Nie śmiej się z ich dowcipów, za to obdarzaj pana opowiadającego taki spojrzeniem pt.: “Zrozumiałam, ale to jest idiotyczne a nie śmieszne.”

7. Ogólnie niewiele się uśmiechaj. Od tego robią się zmarszczki.

8. Nie słuchaj tego, co do ciebie mówią, za to mów bardzo dużo o sobie. Szczególny nacisk połóż na szczegóły danej historii oraz opisywanie z detalami emocji (uwaga, pan po 3 sekundach się wyłączy, bo nie bedzie wiedział kompletnie o czym mówisz. Chyba, że to twój terapeuta). Narzekaj! Nieustannie!

9. Patrz na pana spojrzeniem z gatunku taksujące i po czym zgadzaj się na kontakt z miną pt.: “No, ostatecznie… niech będzie”.

Skuteczność gwarantowa przetestowaniem na własnej biografii (nieskromnie przyznam, że punkty 2. i 3. doprowadziłam do perfekcji :) )

h1

Zamykawszy wątek damsko-męski

listopad 18, 2009

Myśle, że ważne jest jeszcze jedno dopowiedzenie. To, że mężczyzna pragnie kobiety a kobieta jest zafascynowana mężczyzną, to jest fajna rzecz – spotkanie tych dwóch zjawisk może prowadzić do dobra, czasem nawet świętości. I bynajmniej nie takiej , która miał na myśli twórca stwierdzenia: “Nakrótsza droga do świętości prowadzi przez ślub z męczennicą.”

Bo w tym przypadku linia podziału nie przebiega w sferze “co”, ale “jak”. To spotkanie pragnienia i fascynacji to zaledwie początek, wykopki pod fundament relacji, w których przecież mieszkać się nie da. Obecnie spotykam mnóstwo ludzi, którzy takich wykopków dokonali już setki a przynajmniej dziesiątki, ale na żadnym z nich nie stanęło nic konkretnego. Dobra, czasem jakaś prowizoryczna szopa na terenie budowy. I ci ludzie, co według mnie jest bardzo istotne, nie są szczęśliwi.

Skąd wiem?

Jesli ktoś, żeby poczuć jaki jest szczęśliwy, potrzebuje codziennie wypic minimum lampkę wina, wciągnąć kreskę, zapalić jointa, zapracowywać się do upadu lub (tu można wstawić dowonie wybrane uzależnienie) to znaczy, że to jego szczęście siakieś szemrane jest. Brak w nim pokoju, jest za to chaos i nieustanna zadyszka ucieczki przed sobą samym. Zakochanie jest zawsze wielką szansą na wejście w głab siebie, sięgnięcie do ukrytego w sobie dobra, ale można też tę szansę zmarnować myląc miłość z gimnastyką.

Cytując Leca: 

Przywarli do siebie tak blisko, że nie było już miejsca na żadne uczucia.

h1

Łóżko

listopad 17, 2009

Aldona Mickiewicz, Wybebeszona

Obraz ten wyszperałam wczoraj na stronie Rzepy. Jest umieszczony w galerii będącej ilustracją wywiadu z Autorką, która właśnie otrzymała gdańską nagrodę im. Kazimierza Ostrowskiego przyznawana artystom dojrzałym, konsekwentnym w swoim rozwoju twórczym.

Tyle w ramach wprowadzenia, bo obraz ten, rzecz jasna, nie znalazł się na moim blogu jedynie ze względów estetycznych.  Bo, rzecz jasna, mnie się podoba, jednak zachwyt o podłożu optycznym powiększony jest o dopasowanie ideowe. Zatem.

Mamy przed sobą łóżko, czerwone bardzo, w dwóch odcieniach czerwieni: leży na nim ciemna, przesunięta kolorystycznie w stronę brązu, kołdra i amarantowe poduszki. Powierzchnie tkanin są pofałdowane, jakby ktoś niestarannie, w pośpiechu prowizorycznie zasłał łóżko. Chociaż zagięcia materiału same w sobie nadają całości dynamiki, dodatkowym elementem, wręcz krzyczącym z obrazu, jest umieszczona w lewym górnym rogu dominanta w postaci bieli piór wydobywajacych się z rozdartej poduszki i kontrastowym, choć utrzymanym w ciepłej tonacji, zielonym trójkącie odwiniętej kołdry.   

Czerwień – kolor namiętności i pasji; barwa pożądania tu podbita kolorem nadziei. I ta nadzieja jest wyraźniejsza po stronie tej, która jest zraniona. Wystrzępione, otwarte brzegi “rany”, z której wydobywa się delikatne wnętrze. Miękkie, ulotne, niewinne. Na dole, po drugiej stronie łóżka zaledwie rąbek zieleni i kilka zagięć na poduszce.

“Mam nadzieję, że on mnie po tym wszystkim pokocha. Mam nadzieję, że on czuje i reaguje, jak ja. Czuję, że stało się coś, co mnie otworzyło i odsłoniło moje wnętrze, uczucia. Mam nadzieję na odpowiedź.” A zostaje tylko rana i skotłowane wybabeszone emocje. Bo on cię lubi, bardzo lubi, ale nie na tyle, żeby samemu się otworzyć. Zresztą po co?

h1

Ad vocem

listopad 15, 2009

Skąd pomysł na poprzedni wpis? Może tak bez przenośni i metafor: kobiety idą do łóżka z facetem, bo chcą od niego miłości, nawet jej namiastki, faceci idą do łóżka, bo… idą do łóżka. I potem można usłyszeć opowieści kobiet, które szukają trwałego związku, ale chcą jednocześnie być wierne nauczaniu Kościoła dotyczącemu wstrzemięźliwości przedmałżeńskiej: “Ale on do mnie lgnie, przytula, deklaruje, że chętnie będzie ze mna sypiał, ale kiedy próbuję sugerować mu bycie razem, to ucieka. Nie rozumiem jego zachowania!”

Bo kobieta idąc do łózka na ogół szuka bliskości, facet idąc do łóżka… idzie do łóżka.

Tak o tym pisze Dawn Eden, singielka, dziennikarka, nawrócona niedawno na chrześcijaństwo a przed nawróceniem żyjąca życiem klasycznej nowoczesnej, nowojorskiej singielki:

“Z apetytem seksualnym jest tak samo, jak z apetytem na pożywienie. Przystojny mężczyzna może wywołać nie do końca “przetrawione” wspomnienie o byłym chłopaku. Tego uczucia nei da się jednak porównac z miłością, to nie ten rodzaj i stopień emocji.

Pomimo to w mediach rozgłasza się nieustannie, że pożądanie jest przystankiem na drodze do miłości. Właściwie jest to więcej niz przystanek; to raczej niekończąca się przerwa w tej podróży.

Ta błędna hedonistyczna filozofia szkodzi zarówno mężczyznom, jak i kobietom, ale jest szczególnie niekorzystna dla tych ostatnich, ponieważ zmusza je do odrzucenia ich najgłębszych pragnień emocjonalnych. Kobiety sa skonstruowane tak, by tworzyć związki. Są jak naczynia, które czekają, by coś je wypełniło. Dlatego seks zawsze sprawia, że czujemy sie puste, dopóki nie jesteśmy pewne miłości.” (“Dreszcz czystości”, s.46)

Wiele kobiet wierzy (a współczesne kolorowe magazyny tylko je w tym utwierdzają), że jeśli prześpią się z mężczyzną, to zacieśni ich więź. Owszem, od strony kobiety na pewno. Mężczyzna, jeśli przed współżyciem nie ma zamiaru się angażować, tym bardziej nie będzie miał na to ochoty po. Nie piszę tego z głębi własnej frustracji nieudanym związkiem, czy oszustwem ze strony mężczyzny. Po prostu patrzę na relacje moich znajomych i widzę dokładnie to, co opisuje Eden. Słucham też moich znajomych nauczycieli i oni narzekają, że obecna łatwa dostępność pornografii robi z młodych chłopaków uzależnione od hormonów marionetki. Co gorsza – dziewczęta nauczyły się to już wykorzystywać i manipulują chłopakami korzystając ze swojego ciała. Dla mnie, wychowanej w rodzinie gdzie zdrada małżeńska była nie do pomyślenia, ten świat jest upiorny. Świat manipulacji, gry na najniższych instynktach, obłudy i fałszu. Świat impregnowany na Ewangelię, bo jak komuś, kto notorycznie kłamie, żeby osiągnąć swoje cele, powiedzieć, żeby zaufał?

Eden, pisząc o współżyciu, odczytuje ciekawie fizjologie współżycia. Pisze, że mężczyzna wchodzi pod skórę kobiety, ona przyjmuje go do swojego ciała. Dla niego jest to czynność zewnętrzna, dla niej coś dokonującego się wewnątrz jej ciała. I ten ślad w niej zostaje – dla kobiet nie ma seksu bez zobowiązań, nawet jeśli nie zajdą w ciążę. Nawet od strony zwykłej chemii organizmu, to w ciele kobiety wytwarza się więcej “hormonu przywiązania”. Można temu zapobiec uciekając w cynizm i pogardę wobec drugiego. Jedno i drugie zamyka i niszczy.

Pisząc o domu bez okien i jeżdżeniu wokół niego próbowałam zbudować metaforę, która mówi właśnie o tym, że mężczyzna musi nauczyć się dostrzegać w kobiecie człowieka zanim zacznie z nią współżyć. Inną, wartościową osobę. Współżycie od początku związku wcale mu tego nie ułatwia.

h1

Damsko-męsko

listopad 14, 2009

W relacjach damsko-męskich jest pewna przestrzeń, w której się mijamy i to bardzo wyraźnie. Otóż mężczyznom bardzo łatwo uznać współżycie za czynność czysto fizjologiczną (czego dowód mamy zresztą we współczesnej, po-seksualno-rewolucyjnej mentalności w postaci jej podejścia do sfery współżycia), natomiast kobiety, przynajmniej na początku, myślą, że skoro on jej pragnie, to chce się angażować.

Nie, Drogie Panie, nie i jeszcze raz nie!

To, że jakiś pan was pragnie najczęściej świadczy tylko i wyłącznie o tym, że ma prawidłowe wydzielanie dokrewne i odpowiednie bodźce rodzą właściwe reakcje. Już słyszę te oskarżenia o cynizm, okrucieństwo, generalizację i tym podobne. Tak, generalizuję, ale jest w tej generalizacji sporo prawdy. Uzależnienie od seksu bierze się właśnie stąd, że osoba uzależniona (a w tym przypadku niechlubną większość stanowią panowie) nie postrzega tego, z kim współżyje czy kogo ogląda na ekranie, jako osoby. To jest manekin, kawałek ciała, który ma pozwolić rozładować napięcie. Manekin bez uczuć, nieoczekujący odpowiedzialności, posiadający co prawda jakieś szczątkowe cechy charakteru, ale nawet te cechy są jedynie wabikiem seksualnym (film “8 i pół kobiety” świetnie ten fenomen obrazuje – wyszłam z kina dławiąc mdłości). Ma być miło i w miarę bez zobowiązań. No dobra, finansowe zobowiązania mogą być, nawet wygodniej, bo się zapłaci i jest się “na czysto”.

A tymczasem z drugiej strony jest pragnienie właśnie zobowiązania, wysłuchiwania, związku. Niektórzy panowie nawet nauczyli się tę potrzebę bycia wysłuchaną wykorzystywać do uwodzenia: wystarczy odpowiednio długo posłuchać pani patrząc jej głęboko w oczy a jest szansa, że współżycie będzie bardziej udane. Bo pani będzie miała więcej złudzeń i częściowo zaspokojone potrzeby emocjonalne. Pani potrzebuje się często uwiesić, wejść w tak głęboką symbiozę z panem, że prawie emocjonalne utożsamienie. A jak na coś takiego reaguje większość panów? Histeryczną ucieczką (genialnie zagrał to Michał Żebrowski w “Panu Tadeuszu” reagując na propozycję matrymonialną Telimeny :D ). To emocjonalne drenowanie też odrzuca prawdę, że drugi jest osobą a więc kimś osobnym, obdarzonym wolnością.

Nie przepadam za Whartonem, ale w bodajże “Spóźnionych kochankach” zapisał bardzo trafne spostrzeżenie: “Kobiety traktują nas jak miejsce na parkingu, ale mężczyzna bez kobiety jest jak dom bez okien”. Wybicie okien a więc dostrzeżenie w obiekcie pożądania osoby; kogoś podobnego do mnie, wymaga wysiłku a przede wszystkim motywacji. Fizyczne pragnienie może być ta motywacją do otwarcia, spojrzenia inaczej, bo jest to olbrzymia siła. Ale żeby tak się stało, Drogie Panie, trzeba, żebyśmy sobie uświadomiły, że nie da się zaparkować w budynku, który jest zamknięty a to, że sobie wokół niego pojeździmy, jeszcze o niczym nie świadczy.